(c.d. z poprzedniej strony)
Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi,
władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji
jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi.
Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania
trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma
być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.
Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie
wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi
dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy,
którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani
są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia
przez fanatyczny, żądny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania
swej pozycji kler.
W taki wyidelizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia
się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga
Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna
Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla
ciała ludzkiego. Świat był bowiem według "doskonałych" dziełem
szatana, seks i prokreacja - najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie
płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników "oczyszczenie"
przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców
zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków
później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza
na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I
choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących
Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie
z południowcami skłóconych Normanów - to robienie z Albigensów niewinnych
owieczek jest doprawdy absurdem.
Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla
Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów
reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej
nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz
pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy
wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego,
i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową
perfidią przypisuje się "polowania na czarownice" właśnie
Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.
To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary.
Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach
wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych
i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał
inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia
o czary mogło zostać uznane za herezję - co na długie lata zlikwidowało
tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych "polowań
na czarownice" może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło
stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych
morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej
instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w
książce "Polowanie na czarownice w Europie", w wieku XVI w całej
Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie
z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej
od Kościoła Anglii.
Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych,
trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała
w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku
przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać,
że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich
powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni
sędziowie byli często przeszkodą.
Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego
okrucieństwa Inkwizycji.
Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok - śmierć na
stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie
sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się
wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni
mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.
Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte
z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów
antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 - 1323
wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej
biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem
Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo
się to w samym sercu nieformalnego "państwa" Albigensów, jeszcze
wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego
manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart
"Imienia Róży" Umberto Eco.
Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane
w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną
Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii
jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze
od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję -
w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy.
Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio
Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak
żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie,
jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo
skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże
Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt
tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt
duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.
Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie
zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie "gorący"
hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 106 lat (1493-1599) skazano na stos...
20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według
dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na
ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi
w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci -
około jeden na sto.
Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności.
Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu
tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich
wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).
Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż - znowu
- inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom
zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona
wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż
w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości
i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających
Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych
propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw
kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji
stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy,
których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród
skazańców.
Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części
"Nowego Świata", gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć
okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr
oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574
a 1715 odbyło się... 39 egzekucji.
|